Kiedy przyjeżdżasz do Włoch z siedemdziesięciometrowej drukarni typograficznej na wrocławskim Nadodrzu, z zapakowaną bostonką na tylnym siedzeniu i chcesz założyć filię Otwartej 12 w Casa della Letteratura, nie jesteś do końca pewien, co z tego wyniknie. Kiedy jedziesz z tą informacją do największego muzeum typografii we Włoszech i nazywają Cię „il Polacco pazzo” (szalony Polak), już wiesz, że nie jesteś w tym sam.
Tipoteca chodziła mi po głowie od 2017 roku, kiedy to miasto Wrocław zaprosiło mnie na wizytę studyjną do Mediolanu i Turynu w ramach projektu Smart Cities. Miałem przyjrzeć się zaangażowaniu władz miejskich w innowacje społeczne i porównać je z wrocławską „opieką” nad podobnymi. To akurat temat na osobny felieton. Jedną z organizatorek tej podróży była kobieta, której – kiedy dowiedziała się, czym się teraz zajmuję – szczęka powoli opadała w miarę mojej opowieści o Otwartej 12. Pamiętam, jak złapała mnie za rękę i z przejęciem powiedziała: „Maciek, moja rodzina od kilku pokoleń drukowała nuty dla największych artystów. Tato przekazał wszystkie maszyny do Tipoteki. Musisz tam pojechać”.
[object Object]
Tipoteca Italiana (http://www.tipoteca.it/) — Otwarta 12
Pełna wersja serwisu wymaga obsługi JavaScriptu.